Niesolidni kontrahenci zdarzają się w każdej branży. Tłumaczenia nie są tu wyjątkiem. Dziś opowiem, jak uratowałam klienta, którego wystawił tłumacz, i jak w pół dnia ogarnęłam polsko-czeskie tłumaczenie konferencyjne wizyty studyjnej Unicef i Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej.
Wolne w środku tygodnia to jeden z przywilejów pracy na własny rachunek.
Tak było tego październikowego dnia: zamiast udać się we wtorek rano do biura, spontanicznie postanowiłam pojechać na działkę.
Jak tylko dotarłam, zadzwonił telefon:
Dzień dobry, pani Hanno, znalazłam Pani numer przez internet. Mamy dziś i jutro wizytę studyjną w trzech czeskich miastach i potrzebujemy tłumaczenia polsko-czeskiego, ale tłumacze, którzy mieli dla nas pracować, w ostatniej chwili wycofali się ze zlecenia. Pomoże nam Pani?
Okazało się, że dwaj tłumacze, zamówieni przez klienta przez agencję na tłumaczenie symultaniczne… nie umieją tłumaczyć symultanicznie, bo nigdy wcześniej tego nie robili. No cóż, bywa i tak.
Uwielbiam tłumaczyć wizyty studyjne, podobnie jak szkolenia.
Szybko znalazłam koleżankę do pary i ruszyłyśmy do pracy.

Do Czech na zaproszenie Unicef przyjechała delegacja, składająca się z członków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz ZHP.
Tematem była koordynacja centrów usług na rzecz integracji uchodźców. Polski i czeski system świadczeń dla uchodźców znacząco się od siebie różnią, więc dyskusja była naprawdę dynamiczna i obfitująca w szczegółowe pytania.
W takiej sytuacji tłumaczenie symultaniczne sprawdza się najlepiej, ponieważ tłumaczenie w czasie rzeczywistym nie zabiera dodatkowego czasu, a dynamika dyskusji nie opada.

Tłumaczenie symultaniczne – jak to działa
Tłumaczenie symultaniczne polega na tym, że mówca i tłumacz mówią jednocześnie. Żeby sobie nie przeszkadzać, tłumacze siedzą w kabinie lub przebywają w sali, ale mówią bardzo cicho do specjalnego mikrofonu, przypominającego sprzęt dla przewodników wycieczek (na zdjęciu po lewej).
Dlaczego tłumaczenie konferencyjne jest takie trudne?
Ponieważ mózg tłumacza w jednym momencie robi kilka rzeczy: słucha mówcy, czyta prezentację, obserwuje mówcę, analizuje informacje, przetwarza komunikat na inny język, mówi i pilnuje, żeby wypowiedź miała sens.
Dlaczego potrzebujesz dwóch tłumaczy?
Po 20–30 minutach tak intensywnej pracy koncentracja tłumacza i jakość tłumaczenia wyraźnie spadają. Pojawiają się potknięcia językowe, błędy, może nas zawieść głos.
Dlaczego nie może tego robić AI?
Sztuczna inteligencja w tłumaczeniach ustnych sprawdza się tylko w przypadku wypowiedzi, które zostały wcześniej przygotowane (napisane według scenariusza), oraz zdyscyplinowanych mówców o doskonałej dykcji i zdolnościach retorycznych.
Kiedy dyskusja nabiera dynamiki, ludzie posługują się skrótami myślowymi, bazują na szerszym kontekście dyskusji i nawiązują do tego, co zostało powiedziane wcześniej, przekrzykują się, nie zawsze mówią do mikrofonu. Wiele informacji wyrażamy też niewerbalnie, za pomocą mowy ciała. Aby odczytać wielowarstwowe komunikaty wysyłane przez człowieka potrzebny jest inny człowiek.
Kiedy kabina, a kiedy audio guide?
Sprzęt do tłumaczeń szeptanych (np. audio guide) jest dużo tańszy niż kabina konferencyjna, ale odbywa się to kosztem jakości, ponieważ tłumacze mają gorsze warunki pracy.
Jeżeli potrzebujesz tłumaczenia dla kilku osób, a wydarzenie nie trwa cały dzień, audio guide powinien wystarczyć.
Jeżeli planujesz tłumaczenie całego eventu dla dużej widowni, zdecydowanie polecam kabinę z pełną obsługą techniczną. Tłumacz w kabinie ma dużo lepsze warunki pracy, a nad przebiegiem wydarzenia czuwa profesjonalny akustyk.
Nie wiesz, jakie tłumaczenie wybrać?
Chętnie Ci doradzę.
Jak skończyła się ta historia?
Polska delegacja przeżyła w Czechach dwa intensywne dni pełne dyskusji, wymiany doświadczeń i dobrych praktyk.
Uczestnicy i prezentujący mieli pełną swobodę komunikacji w swoim języku.
Dzięki tłumaczeniu symultanicznemu żadna informacja nie została pominięta ani źle zrozumiana.
Delegaci wrócili do Warszawy zadowoleni, nakarmieni wiedzą… i kultowymi czeskimi słodyczami 😉